Transport publiczny, a polityka – cz. 1

Transport publiczny, a polityka

Transport publiczny a polityka. Nasz region idealnie pokazuje, jak duża część samorządowców nie rozumie jak powinien wyglądać dobry transport zbiorowy. Subregion Zachodni jest pokryty kilkunastoma systemami komunikacji. Kilka lat temu gminy oraz powiaty uchwaliły SUMP. W dokumencie opisano kolejne kroki, które samorządy powinny realizować. Nikt nawet nie pomyślał, żeby wziąć się za jego wdrożenie.  Spotkałem się nawet z opinią, że urzędnicy są po to, żeby znajdować luki w prawie i ktoś znalazł lukę obejmującą SUMP, w związku z czym w tym mieście nie będą go w najbliższym czasie wprowadzać w życie. Problemem jest również województwo, które nie chce organizować autobusów wojewódzkich. 

Autobusowy transport wojewódzki

Wielokrotnie już wspominałem w moich wpisach na Facebooku o Małopolskich Liniach Dowozowych. Są to linie organizowane przez marszałka, które swoim zasięgiem obejmują co najmniej dwa powiaty. W tym momencie w Małopolsce jest już około 75 takich linii. Wszystkie są obsługiwane taborem klimatyzowanym. Większość autobusów jest nisko-wejściowa i ma system informacji pasażerskiej zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Na linie dziennie wyjeżdża około 150 autobusów. Finansowanie tych linii opiera się na budżecie województwa, gmin przez które przejeżdża linia oraz na FRPA (funduszu rozwoju przewozów autobusowych). 

Teraz zrobimy skok na Śląsk. Tutaj około 1/4 terenu województwa obejmuje Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Metropolia zapewnia transport zarówno wewnątrz gmin oraz powiatów, jak i linie kursujące pomiędzy kilkoma miastami/powiatami. Na północy mamy dwa związki powiatowo-gminne tj. „Jedźmy Razem” oraz „Komunikacja Jurajska”. W południowej części Śląska, na Podbeskidziu mamy dwa związki obejmujące teren powiatu Żywieckiego (Komunikacja Powiatu Żywieckiego) i teren powiatu Bielskiego (Beskidzki Związek Powiatowo Gminny). Dodatkowo całość dopełniają Koleje Śląskie, które dojeżdżają do prawie wszystkich powiatów w województwie. Wyjątkiem są trzy miasta, Siemianowice Śląskie, Piekary Śląskie no i Jastrzębie-Zdrój. Do dwóch pierwszych dojeżdża ZTM, więc stamtąd można z maksymalnie jedną przesiadką dojechać w sensownym czasie i za sensowną cenę np. do Katowic.

Sytuacja w regionie

Teraz zrobimy skok do Subregionu Zachodniego Województwa Śląskiego wraz z Powiatem Pszczyńskim. Zaczniemy od Jastrzębia-Zdroju. Jest to największe miasto w Polsce bez dostępu do kolei osobowej. Jak wszyscy dobrze wiemy, za niedługo rozpoczną się prace i kolej wróci do tego miasta. Na ten moment najlepszym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie wojewódzkich przewozów autobusowych na trasie Jastrzębie-Żory-Katowice, który umożliwiłyby dojazd do Katowic w sensownych warunkach za sensowną cenę. 

Są dwie metody organizacji transportu autobusowego. Pierwszą z nich jest zastępcza komunikacja autobusowa (ZKA). Wtedy biegnie ona wzdłuż torów kolejowych, nawet, wystarczy tylko, aby tory formalnie nie zostały zlikwidowane. Niestety te do Jastrzębia formalnie nie istnieją, więc ta metoda odpada. Druga opcja to zorganizowanie  czegoś na wzór MLD. Wtedy województwo przy współfinansowaniu miasta oraz FRPA musiałoby zapewnić transport autobusowy. 

Przyszedł czas na kilka słów o polityce. Transport autobusowy jest wielokrotnie tańszy, niż ten kolejowy. Marszałek co roku przywraca kolejne połączenia na trasach dotychczas nie obsługiwanych przez pociągi regionalne. Wielokrotnie pytałem, zarówno w urzędzie marszałkowskim, jak i poprzez inne osoby pana wicemarszałka Grzegorza Boskiego, dlaczego tych autobusów jeszcze nie ma. Wszędzie słyszę to samo, to znaczy po pierwsze, nie mamy pieniędzy, już teraz ograniczamy wydatki na drogi, żeby utrzymać kolej. Po drugie jak zapewnimy jedną linie, to inne samorządy i mieszkańcy też będą chcieli mieć takie linie u siebie. 

Stawka za pociago-kilometr Kolei Śląskich, którą znalazłem w internecie to 21-26 zł (nie wiem, na ile to prawdziwe). Stawki jakie proponują przewoźnicy autobusowi to maksymalnie około 10 zł.  Jakby odjąć od tego 3 zł z FRPA to mamy 7 zł. Połowę mogłyby pokryć Jastrzębie i Żory. Dzięki temu województwo zapłaciłoby około 1/7 tego co płaci za pociąg. Dlatego też uważam, że w skali województwa są to bardzo małe koszty. I taka komunikacja powinna już dawno jeździć. Podsumowując mam wrażenie, że w tym przypadku wszystko zależy od woli politycznej. Wystarczyłoby kilka słów marszałka, a pieniądze by się znalazły. 

Podsumowanie

Ten artykuł jest pierwszą częścią serii, w której postaram się opisać problemy transportu publicznego w regionie. Może dzięki temu ktoś się zreflektuje i spróbuję choć część tych problemów rozwiązać. A niestety, z każdym miesiącem jest coraz gorzej. Transport publiczny a polityka